Menu

Szwajcaria24

Francuski szwajcarski

gramaar

W najbliższy piątek rozpocznie się w Montreux, nad jeziorem Genewskim, 13 Szczyt Międzynarodowej Organizacji Frankofonii. Pierwotnie frankofonia miała się spotkać na Madagaskarze, ale ze względu na niestabilną sytuację polityczną w tym kraju, organizację szczytu powierzono Szwajcarii. Co część Helwetów przyjęła z dumą. Inna część, przede wszystkim niemieckojęzyczna nie widziała powodu, by wydawać 30 milionów franków, by urządzić spotkanie w kurorcie dla przedstawicieli 70 krajów członków Frankofonii. Dyplomacja jest jednak sztuką wielce subtelną i nie może się ograniczyć do liczenia pieniędzy. Szczyt zatem się odbędzie. Potrwa do niedzieli. Tylko trzy dni, ale o języku francuskim, jego znaczeniu i pozycji rozmowy toczą się już od pewnego czasu. Jak to więc jest z francuskim-szwajcarskim? Przez długie lata właściwie niewiele się różnił o francuskiego-francuskiego. W mowie niewątpliwie zawsze wyróżniał się akcentem, innym w różnych kantonach, ale i w samej Francji akcentów także jest wiele. Są jednak pewne różnice leksykalne.

Gdy mieszkaniec francuskojęzycznych kantonów Szwajcarii udaje się „au bancomat”, by wyjąć pieniądze, nie ma sprawy, jest to dla frankofona dość zrozumiałe określenie, a dla Polaka mówiącego po francusku brzmi wręcz swojsko. W słownikach francusko-francuskich termin ten jednak nie występuje, bo zgodnie z normą, urządzenie, które pod pewnymi warunkami wydaje nam pieniądze nazywa się „le distributeur de billets”. Jeśli do bankomatu Szwajcar musi przejść „par le passage sous-voie”, to żaden problem, jeśli tylko wiemy, że voie to droga, szlak, trasa, tor, a sous znaczy pod – domyślamy się, że chodzi o passage souterrain – przejście podziemne (pod drogą). Gdy w końcu ów mieszkaniec romańskiej Szwajcarii wyjmuje septante, octante (huitante) czy nonante franków także większość frankofonów zrozumie, że chodzi o 70, 80 i 90 franków, bo wie, że tradycyjnie Szwajcarzy i Belgowie tak nazywają liczebniki. Gdy jednak ktoś rzuci, głęboko wzdychając: „Il faut poutzer la chambre parce qu’on risque de s’encoubler sur le cheni.” - zdanie może się okazać kompletnie niezrozumiałe. Chyba, że od dłuższego czasu mieszkamy w Sabaudii lub w kantonie Valais. Co ciekawe „poutzer la chambre” nie powinno sprawić kłopotu uczącemu się języka francuskiego Polakowi, jeśli tylko słyszał o pucowaniu :-) Domyślamy się zatem, że chodzi o pucowanie, sprzątanie pokoju. Dlaczego? Żeby się nie potknąć - s'encoubler – według Francuzów trébucher o śmieci – le cheni czyli ordures ménagères.

Innymi słowy, jak w każdym języku, we francuskim szwajcarskim jest sporo wyrażeń, których raczej nie użyjemy w rozmowie z nowo poznaną osobą, ani podczas rozmowy o pracę czy też na salonach. Nie bacząc na opinie purystów językowych z Akademii Francuskiej, romańscy Szwajcarzy kultywują swój lokalny język i to bez kompleksów. Wprawdzie, gdy zapytać mieszkańca Genewy lub Fryburga o opinię na temat „francuskiego lokalnego”, odpowie, że takiego języka używa się głównie na wsi. Rzeczywistość wygląda jednak nieco inaczej. Okazuje się, że słowa typowo „szwajcarskie” jak witz (też znamy!) zamiast blague, ramassoire (śmietniczka) zamiast pelle à poussière, linge (ręcznik, ścierka) zamiast serviette, carrousel (karuzela ma się rozumieć) zamiast manège, uznawane są za jak najbardziej poprawne, wcale nie gwarowe i używane są niezależnie od środowiska.
Wnikliwy językoznawca zauważy, że nie niektóre z tych słów figurują jednak w słownikach francuskich, ale są określane jako archaizmy. Inne to germanizmy, których porządny prezenter telewizyjny będzie raczej unikać. Za to chętnie będzie sięgać po barwne wyrażenia idiomatyczne lub po prostu obrazowe porównania, których we francuskim-francuskim coraz mniej. Do mowy codziennej przebijają się też z wolna, ale z trudem, gwarowe określenia. Zdaje się wciąż, że francuskojęzyczni Helweci czują wrodzoną niechęć do gwary.

Historia tłumaczy, dlaczego. W 1793 roku, niejaki ksiądz Henri Grégoire, rewolucjonista (!), członek Konstytuanty, głosi konieczność uniwersalizacji języka. „Język wolności” zatriumfuje, pod warunkiem, że się unicestwi wszelkie barbaryzmy w postaci dialektowej zgorzeliny (!). Szwajcarzy wzięli sobie nauki księdza do serca i postanowili zadbać o czystość języka francuskiego. Proces potrwa całe stulecie, najpierw trzeba bowiem wykształcić odpowiednio nauczycieli i umieścić ich we wszystkich miastach i miasteczkach. Francuskojęzyczna Szwajcaria okazała się bardzo gorliwym uczniem. Ostatnie osoby swobodnie posługujące się gwarą zmarły w latach 30. XX wieku. Zaczęło się od zakazu posługiwania się gwarą w szkołach publicznych. Kara była główną metodą wypleniania złych nawyków językowych. Odbywało się to tak: pierwszy uczeń, który danego dnia użył gwary, otrzymywał od nauczyciela jakiś przedmiot. Przekazywał go następnemu uczniowi, gdy ten wyraził się w gwarze. Przedmiot krążył więc przez cały dzień z rąk do rąk. Nauczyciel karę (zwykle cielesną) wymierzał ostatniemu uczniowi „obdarowanemu” przedmiotem. Zwykle czynił to pod napisem „Zakazuje się mówić gwarą i pluć na podłogę.”

Nic więc dziwnego, że te jakobińskie metody rozprawiły się na długo z ową „wiejską mową”. Ale XX wiek przyniósł spore zmiany. Francja po wojnie straciła kolonie i międzynarodowy prestiż, jej wizerunek został mocno nadwerężony w czasie II wojny światowej, przestała więc być wzorem do naśladowania. Szwajcaria tymczasem wzmocniła się jako państwo i rozwinęła pod względem gospodarczym. W latach siedemdziesiątych XX w. zawiązała się Międzynarodowa Organizacja Frankofonii. Jej członkowie zaczęli wówczas szczycić się różnorodnością wewnątrz języka francuskiego. Dużą rolę odegrał tu Quebec. Zapewne dodało to odwagi romańskim Szwajcarom, by emancypować się spod wpływów normy francuskiej. Czego przejawem jest choćby zerwanie z konserwatyzmem francuskim w materii feminizacji form męskich nazw zawodów (np. un auteur - une auteure). I jeszcze jedna rzecz miła Polakowi mówiącemu po francusku – Szwajcar je śniadanie – déjeuner, obiad – dîner i kolację – souper. Nie zawraca sobie głowy jakimś małym śniadaniem - petit déjeuner, czy dîner w porze kolacji.

© Szwajcaria24
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci